Cos się kończy, ..
Czekam na maila ‘z góry’ na temat nowego
grafiku dla managementów statkowych. Najprawdopodobniej ja zostaje na statku Elation,
a Allick (mój trener, tez asystent bar menager) już przygotowuje się do wyjazdu,
no ale nikt tego do końca nie wie.
Wyjeżdża Łukasz.
Z żalu na drugi dzień dostaję anginy i 2
dni siedzę i dogorywam w kajucie. (albo
może dlatego, ze miałam stres w związku z nowymi obowiązkami, siedziałam na
wietrze, w klimatyzacji, piłam zimne napoje itp. itd.)
Cos się zaczyna.
Dostaję wiadomość o planowanym przeniesieniu
mnie 15 grudnia na inny, większy statek – Conquest. Conquest ma to do siebie,
ze ma rejsy 7 dniowe (m.in. Jamajka, Kajmany, Cozumel, New Orleans),dużo więcej załogi i dużo więcej gości.Do tego w tzw.nowej kategorii 2.0 co oznacza zupelnie inne, branzowe bary, inne menu, regulacje i standardy. Czyli moj trening sie nie konczy, bedzie trwal pelna para..
Na te informacje reaguje jeszcze głębszym wbiciem
się w wygodny biurowy fotel i odpowiedzią, ze ‘nigdzie się nie wybieram’.
Niestety, wybieram się i to już jutro, o
6:30am zbiorka i wyjazd do hotelu w Nowym Orleanie.
Przydział na nowy statek- pojutrze
16grudnia 2012, około południa.
Hej Przygodo, part 163521.
Zmartwiłam się.:(
OdpowiedzUsuńAgat,będzie,co ma być,stres nie pomoże...ani w zdrowieniu,ani w niczym!!!!
Jestem z Tobą.
Mama.
Dopiero teraz trafiłem na Twój blog. Dzięki Twojej Mamie, oczywiście, haha. Agata jesteś jedną z młodszych weteranek ;) Twoje wnuki(czki) będą słuchały Twoich opowieści z zapartym tchem :) Pozdrowionka od starego seafarer'a :*
OdpowiedzUsuń