czwartek, 11 października 2012

La segunda entrada

Mijają może 2 tygodnie i przychodzi email z pierwsza propozycją wyjazdu, na 14września do Houston. Z przerażeniem stwierdzam, że to za niecały miesiąc i proszę o nowy termin (poza tym w Polsce jest jeszcze ładnie, mam wokół Rodzinę i znajomych i wcale nie chce wyjeżdżać). (No i oczywiście cudowną pracę w Cudzie nad Wisłą, jakbym mogła nie wspomnieć! ). 

Zgadzają się na nowy termin- na 14 października do Miami, przysyłają jakieś dokumenty do podpisania i 30 medycznych badań do zrobienia cuando antes (że jak najszybciej). Jest nawet list zatrudniający ze złotą pieczęcią. Myślę sobie 'no nie, złota pieczęć to już poważna sprawa’.
















Trzeba zrobić wizę C1/D. W tym celu opłaca się w banku pocztowym rozmowę w ambasadzie, która okażę się jedną z droższych 5 minut w moim życiu, w wysokości 110pln/ min.

Wszystko tak się układa, że dziś jest wtorek 9tego października i mam już dowód na to, że jestem raczej zdrowa (nawet nie wiedziałam, że tyle rzeczy mogłoby być nie tak w jednym ludzkim ciele), mam wizę w kategorii ‘seaman’ i bilet do Miami na 14.10.2012. Pozostaje się pakować, czytam więc co potrzeba. Kabiny są 2osobowe z łazienką, są w nich proste meble, telefon, tv i suszarka, wszystko inne trzeba wziąć. W liście od Astrala widnieje nawet instrukcja ‘proszę zabrać białe majtki’. Roger that! Do tego ciepłą bluzę, bo przecież temperatura 'może spaść nawet do +12'C'! Brzmi groźnie, szczególnie dla Polaka, w zimie.













 Trochę się stresuję i chętnie zakopałabym się w mojej warszawskiej śródmiejskiej gawrze. Na zewnątrz wieje i czeka zło a w domu jedyne co czeka to czekolada. Na razie jest 1:0 dla czekolady, zobaczymy jak do niedzieli.

5

Agataj

PS. Jeśli ktoś chciałby się dowiedzieć ile w sumie kosztuje taki wyjazd lub ma inne pytania, sea mi invitado.

2 komentarze:

  1. Ale heca! Białe majty się przydały? Rany, rany tak bardzo się podnieciłam jak napisałaś o złotej pieczęci, jak grubą rybę Cię potraktowano! Agata, jak trzeba Ci podesłać jakieś polskie frykasy to krzycz!

    OdpowiedzUsuń